Elbląg różni się od innych miast między innymi tym, że nie
ma w nim żadnego centrum handlowego z prawdziwego zdarzenia, a co za tym idzie,
brak również typowych miejsc-symboli ‘wielkomiejskiego życia’, czyli Zary,
H&M’u i sieciowych kawiarni. Zaradni mieszkańcy miasta mają jednak na to swoje sposoby-weekendowe
zakupy w Gdańsku! Sama wielokrotnie wzięłam udział w takim wyjeździe, jednak
nie zrobiłam w związku z tym wszystkiego tak, jak należy-mianowicie nie
udokumentowałam eskapady i nie zamieściłam na Facebook’u odpowiednich treści.
Jak nie popełnić tego błędu?
Przede wszystkim należy mieć telefon robiący w miarę dobre
zdjęcia lub aparat (taki profesjonalny, ze zmiennymi obiektywami!) Dobrze, gdy nasza
komórka może łączyć się z internetem (moja nie może). W drodze na al.
Grunwaldzką trzeba zaktualizować status na fb: „Zakupki w Gdańsku”, „Szał
wyprzedaży!” lub po prostu „Zakupy” w miejscu-Galeria Bałtycka. Tylko tyle i aż
tyle, po kilku godzinach możemy spodziewać się szalonej ilości kliknięć „Lubię to!”
pod naszym postem. Większej niż po udostępnieniu jakiejś tam nudziarskiej
piosenki czy fragmentu wiersza.
Wiadomo, że nikt nie będzie się chwalił zdjęciami swoich
zakupionych „skarbów”. Takie coś
przystoi jedynie szafiarkom i
dziewczynom prowadzącym video blogi. Istnieje przecież oddzielna kategoria
filmików i postów, nazywa się to „haul zakupowy”. Na szczęście jest jeszcze
jedna forma bezkarnego przechwalania się naszym światowym życiem! Wystarczy iść
do Coffeeheaven lub Starbucks’a , zamówić latte i… Zrobić zdjęcie! Obfotografować
kubek (papierowy lub ceramiczny) ze wszystkich stron, pozować z kubkiem kawy
udekorowanym bitą śmietaną i wrzucić tę fotografię na Facebook’a! Historia lubi
się powtarzać, więc licznik lajków nadal bije, komentarze sypią się jak z rękawa,
a my wciąż czujemy się popularni, ważni i wylansowani. Zakosztowaliśmy bardziej
zachodniego stylu życia (w końcu wyjechaliśmy do innego województwa, i to na
zachód właśnie!), wszyscy wiedzą, że nie spędziliśmy kolejnej soboty na
oglądaniu TV czy porządkach, w związku z czym jesteśmy ciekawi, aktywni i
atrakcyjni.
Nie mam nic przeciwko wyjazdom do innego miasta na zakupy.
Na pewno jest wiele miejsc takich jak Elbląg, gdzie w sklepach nie ma nic
ciekawego. Nie przeszkadzają mi też sieciowe kawiarnie, wręcz przeciwnie. Są
ładne, czyste i ciepłe, lubię te sztuczne kanapki i zapach kawy. Przyjemnie
jest usiąść sobie w takiej kawiarence w czasie zakupów, spokojnie
porozmawiać i napić się słodkiej lury za
kosmiczne pieniądze. Po co jednak robić z tego wielkie halo i obnosić się z tym
na portalu społecznościowym?! Czyżby niektórzy internauci obawiali się, że ich
mniej obyci znajomi nigdy nie zakosztowali widoku dużego americano i babeczki
czekoladowej? Spokojnie, gdyby chcieli dowiedzieć się, jak owe specjały
wyglądają, wystarczy że zajrzą na stronę którejś z kawiarni lub wyszukają sobie
odpowiednie obrazki w wyszukiwarce grafiki.
A może po prostu wysyłają w świat wiadomość: patrzcie, kmioty, stać mnie
na zakupki w innym mieście i kawkę w starbuniu, jestem lepsza/lepszy niż wy,
siedzący w domu i pijący kawę po turecku!?
Niektórym ludziom naprawdę niewiele potrzeba, aby się
skutecznie dowartościować. I dobrze. Na mojego lajka jednak nie macie co
liczyć. Jestem pewna, że stać was na więcej niż umieszczenie fotorelacji z
wypadu do galerii, które nie wzbudza zachwytu, a jedynie śmiech tych, którzy
nie kliknęli „Lubię to!” Ogarnijcie się, tyle ciekawszych rzeczy jest do
pokazania i opowiedzenia, kawa w firmowym kubku się do tego nie zalicza. Konia
z rzędem temu, kto racjonalnie wyjaśni ten fenomen. Czekam!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz